Zmierzyłem dziewczynę wzrokiem. Miała na sobie za dużą koszulkę, której koloru rozpoznać się nie dało pod warstwą brudu, oraz czarne spodnie do kostek. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem.
- Nicolas Willow - odparłem i uniosłem jej dłoń, składając na niej delikatny pocałunek.
Dziewczyna spuściła wzrok na swoje buty.
- Przepraszam Cię najmocniej, jednak obowiązki mnie wzywają. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy - posłałem jej ostatnie spojrzenie i szybkim krokiem skierowałem się do sali tronowej, gdzie znalazłem swojego ojca w towarzystwie kilku strażników.
Ojciec wymamrotał coś pod nosem, marszcząc brwi ze zniecierpliwieniem.
- Wreszcie - wzniósł ręce ku niebu i podszedł do mnie. - Wyjeżdżamy za chwilę. Mamy spotkać się z pewną rodziną szlachciców, którzy hodują jedne z najlepszych koni w królestwie. Potrzebujemy kilku specjalistów, więc wysłaliśmy dzisiaj gońców, aby ich sprowadzili - wyjaśnił, a ja przypomniałem sobie brunetkę, na którą wpadłem dzisiaj na korytarzu.
- Jak się nazywają? - spytałem, jednak ojciec odesłał mnie z tym pytaniem do jednego z gońców stojących w kącie sali.
Zaczął wymieniać mi imiona i nazwiska. Niektóre kojarzyłem, a inne tylko czasem obiły mi się o uszy.
- Oraz Nastia Delavega.
Spojrzałem się na niego zdziwiony. Nastia? Tak miała na imię brązowooka.
- Pani Delavega? - powtórzyłem, a on tylko skinął głową i wrócił do swoich obowiązków.
Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, kiedy przez drzwi wejściowe, wśród wielu innych osób, pojawiła się Nastia.
Podszedłem do niej i przywitałem się.
- Czyli jednak spotykamy się szybciej niż planowałem - rzekłem cicho, aby nikt nas nie usłyszał.
- Książę planował?
- Mów do mnie Nicolas, dobrze? I tak już wystarczająco dużo osób zwraca się do mnie Panie, albo Książę. - kąciki moich ust uniosły się lekko do góry.
- Dobrze, więc... Planowałeś to? - spytała marszcząc brwi.
- Możliwe - wywróciłem oczami.
< Nastia? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz