Miałam zlecenie na niejakiego Toma Werdena, choć podobno nazwisko zmienia co kilka dni więc nie wiem czy jest aktualne. Nie sprawiło mi jednak problemu z tym, że zmienia tożsamość, dali mi zdjęcie i miejsca w którym najczęściej bywa... sprawa załatwiona. Związałam włosy w kitkę i wzięłam bat który już po chwili miał zbić człowieka... ależ będę płakać. Prychnęłam i wsiadłam na konia którego ukradłam, długo u mnie nie zostanie, jednak kary ogier okazał się potrzebny. Po chwili już jechała w stronę miasta, mieszkała w lesie na zadupiu dokładnie zadupiu! Ale nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, mogłam robić co chce i żaden pier*olony strażnik mi nie przeszkodzi. Było ciemno więc nikt idący przez las nie zauważy nas, byłam ubrana na czarno a koń poruszał się szybko i zgrabnie omijając suche gałęzie. Gdy byliśmy już pod gospodą zeszłam z konia a Vijo owinął się wokół mojego ramienia gotowy zaatakować osobę która spojrzy na niego krzywo. Jednak kilka osób już mnie widziało i widziało by nie popatrzeć się na węża który wręcz czeka my kogoś zabić. Mój słodki... Pogłaskałam zwierzę i usiadłam przy ścianie w cieniu na przeciwko drzwi. Wszystko musiałam mieć w zasięgu wzroku, podszedł do mnie chłopak.
-Coś podać? - zapyta a ja zaszczciłam go spojrzeniem.
-Krew, a przepraszam... nie macie zaspokoje się kawą-rzekłam i widziałam, że nerwowo przełyka ślinę. Czemu ludzie tak na mnie reagują? Przecież ja jestem miłą, symaptyczną osobą z umysłem psychicznej dziewczynki... no cóż. Chłopak odszedł a po chwili przyniósł mi napój który wprost uwielbiam. Mój cel wszedł do gospody a ja uśmiechnęłam się, wstałam udając pijaną i szłam w jego kierunku, wiedziałam, że korzysta z każdej dziewczyny a jeszcze jak jest pijana... dla niego to cudo.... no ale każdy ma inny gust. Zauważyłam jak się uśmiecha a ja byłam teraz niewinnym człowiekiem, widziałam jak ludzie którzy już mnie znali uśmiechają się i patrzą z zaciekawieniem. Mężczyzna objął mnie a ja wyjęłam bat który po kilku sekundach nieuwagi był na szyi chłopaka.
-Nigdy mnie nie dotykaj, nie będziesz mieć nawer szansy-syknęłam a ten padł na podłogę. Nie było tu strażników więc mogłam spojnie ominąć ciało i wyjść.
*~*~*~*~
Ku*wa! Kto taki mądry i chodzi o 3-4 w lesie?!?! Wracała do domu kiedy coś na mnie wpadło,spojrzałam na zwierzę, wilk... a może wilkołak? A zresztą...
-Nawet nie przeprosić...-rzekłam kręcąc głową, pogłaskałam węża który owinął się wokół mnie. Wilk spojrzał na Vijo z przerażeniem? Trudno...
Isabel? xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz