Wszedłem do białej komnaty w której leżała dziewczyna, lekko się do niej uśmiechnąłem i usiadłem na krześle obok łóżka.
- Dziękuje. - wyjąknęła, patrząc na mnie z wdzięcznością.
- To był mój obowiązek. - odparłem. Dziewczyna otworzyła usta lecz zanim zdążyła coś powiedzieć drzwi otworzyły się z wielkim hałasem. Od środka wszedł książę Nicolas w towarzystwie trzech strażników. Szybko wstałem i schyliłem głowę, mężczyzna zwrócił się do leżącej w łóżku dziewczyny.
- Catherine co się stało? - powiedział przerażony, w tedy doszło do mnie że kobieta którą uratowałem to księżniczka Terry.
- Wszystko dobrze... Wilk chciał mnie zaatakować ale ten strażnik mnie uratował. - wyjaśniła, poczułem jak wzrasta we mnie duma. Książę spojrzał na mnie swym wiecznie zimnym spojrzeniem.
- Jak masz na imię? - powiedział z grobową miną.
- Michael Anderson, Jaśnie Panie. - odparłem z szacunkiem schylając głowę.
- Dziękuję za uratowanie mojej siostry, a teraz wracaj na swoje stanowisko. - rozkazał. Bez słowa wyszedłem z pokoju spoglądając na księżniczkę, której wzrok był taki zagubiony i bezbronny. Wróciłem na moje miejsce przy bramie wejściowej. Zapadał już zmrok, nad zamkiem nadal krążyło wielkie smoczysko. Poczułem jego nieczuły wzrok, bardzo przypominający spojrzenie księcia.
- Twoja zmiana się skończyła. Możesz wracać. - usłyszałem. Obok mnie stał strażnik, który miał się ze mną zmienić.
- No tak... - odparłem cicho i odszedłem.
<Catherine?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz