niedziela, 8 maja 2016

Od Nastii CD Nicolas

Obudziłam się dzisiaj o czwartej rano. Za wcześnie. Nie lubię o tej wstawać ale trudno. Wstałam leniwie z łóżka i ruszyłam do kuchni uszykować sobie śniadanie. Stwierdziłam, że na szybko zjem jajecznice na bekonie.
Po obfitym posiłku wybiegłam na zewnątrz zrywając Seth'a na nogi.
- Co tak wcześnie ? - zapytał zdziwiony.
- Nie mam co robić, chodź i nie marudź.
Urządziliśmy sobie bieg przez las. No, bo co o piątej rano można robić ?
Do rozpoczęcia pracy mam jeszcze dwie godziny.
Po piętnastu minutach dotarliśmy na wielką łąkę. Położyłam się na trawie i rozmyślałam... a raczej próbowałam rozmyślać.
- Masz zamiar leżeć tak tutaj przez półtorej godziny ?
- Tak.
- Nie rób jaj, nudno będzie. To do ciebie nie podobne !
- Seth połóż się i zrelaksuj.
- Nie, chodź dalej - wilk zaczął mnie bić swoją wielką łapą abym się ruszyła.
- Przestań.
- Nie licz na to złotko - warknął.
- Złotkiem to jesteś ty, ja jestem wcieleniem zła - powiedziałam z głupim uśmiechem i przygwoździłam wilka do podłoża.
- Już nic nie mówie.
- Jak sobie chcesz - wstałam i rozejrzałam się dookoła stwierdzając, że może pójdę wcześniej do pracy i wszystko przygotuje w końcu dziś mam dużo roboty.
Tak jak pomyślałam tak zrobiłam.
Ruszyłam z Sethem do kuźni przez las. W końcu to najkrótsza droga.
Wchodząc tam nie raz kręciłam głową i zastanawiałam się co mnie pchnęło do podjęcia tej pracy.
Stanęłam na chwilę przed piecem i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Miechy, piece, młoty, kowadła... i pełno mieczy oraz gwoździ.
Rozgrzałam piec akurat na godzinę siódmą. Punktualnie ludzie zaczęli przyprowadzać konie do podkucia. W pewnym momencie zjawił się posłaniec króla i powiedział, że jak skończę to mam przybyć a on weźmie konie do stajni. Rzekł również, że mam go poszukać.
Fajnie... po prostu cudownie ! Nie mam co robić tylko latać za jakimś posłańcem. Sam sobie przyjdź ! - miałam ochotę już to wykrzyczeć.
Po skończonej pracy ledwo stałam na nogach ale musiałam się pozbierać i ruszyć na poszukiwania tego człowieka.
Biegałam po całej posesji, już miałam dość. Biegłam nie patrząc pod nogi aż w końcu wpadłam na kogoś. Unosząc wzrok zobaczyłam samego Księcia Terry. No nie, co za wstyd. Momentalnie krew odpłynęła mi z twarzy i prawdopodobnie stałam się blada jak ściana. -  Przepraszam..- powiedziałam cicho.
- Wszystko dobrze ? - usłyszałam jego głos i zauważyłam, że zbliżył się do mnie o krok.
Podniosłam się z podłogi w zaskakująco szybkim tempie po czym odpowiedziałam zmieszana.
- Wszystko dobrze, raczej. Szukam kogoś i... przepraszam jeszcze raz. - nie mogłam się do końca wysłowić. A dodatkowo wyglądałam jak nieszczęście. Koszulka brudna od pracy pewnie tak jak moja twarz. Najgorszy dzień mojego życia !
- Jak cię zwą ? - zapytał książe.
- Ja... em.. Nazywam się Nastia, książę - nie wiedziałam jak odpowiedzieć stanęłam jak wryta a słowa więzły mi w gardle. Czekałam tylko aż on wykona jakiś ruch, gest czy licho wie co.

< Nicolas ? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz