Królestwo Terry
niedziela, 15 maja 2016
Od Michaela Cd. Catherine
- Wyszedłem z sali i zobaczyłem Cath żegnającą się z Amelią. Szybko schowałem się za rogiem, w obawie że księżniczka Walii mnie zobaczy. W końcu usłyszałem oddalające się kroki.
- Nie bój się, już poszła. - powiedziała Catherine. Wychyliłem się zza ściany, a ona stała ze skrzyżowanymi na piersi rękami.
- Całe szczęście. - odetchnąłem. Dziewczyna zachichotała.
- Cath, dlaczego twój brat zabrania ci wychodzić z zamku. - spytałem, westchnęła ciężko.
- On jest... Stanowczo za bardzo opiekuńczy. -mruknęła z lekkim za wahaniem.
- Chciała byś razem ze mną wyjść z pałacu. Zwiedzilibyśmy miasto, a rano wróciła byś do pokoju. Nikt by nie zauważył. - powiedziałem.
<Catherine?>
Od Catherine Cd. Michael
Od Michaela Cd. Catherine
- Cześć, jestem Amelia a ty? - powiedziała przesłodzonym głosem.
- Michael. - odparłem, po czym spojrzałem na Catherine, która nadal tańczyła z Nicholasem. Popatrzyła na mnie zdesperowanym wzrokiem, a ja uśmiechnąłem się pociesznie.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - warknęła dziewczyna. Zupełnie zapomniałem że tu była.
- ...A tak. - mruknąłem. Nieznajoma patrzyła na mnie ze złością. Ulżyło mi kiedy podszedł do nas jakiś wysoki blondyn i poprosił ją do tańca. Odetchnąłem głęboko po czym znowu szukałem wzrokiem Cath, jednak nie był już ze swoim bratem, który tańczył z jakąś dziewczyną.
- Jak rozmowa z księżniczką Amelią? - usłyszałem. Tuż obok mnie pojawiła się Catherine.
- Ta upierdliwa małolata jest księżniczką?! - odparłem zdziwiony. Dziewczyna zaśmiała się.
- Tak i chyba wpadłeś jej w oko. - zachichotała wskazując na rudowłosą która tańczyła z jakimś chłopakiem, ale nadal wbijała we mnie wzrok. Głośno przełknąłem ślinę.
- A jak twój partner. - odparłem z uśmiechem, a nasz wzrok powędrował na księcia Nicholasa.
<Catherine?>
sobota, 14 maja 2016
Od Nastii CD Nicolasa
Jak dobrze, że mieszkam blisko posesji króla. Pobiegłam się szybko przebrać, bo w końcu skończyłam pracę.
Związując koński ogon usłyszałam jak ktoś wypowiada moje imię.
- Nastia, chyba Cię wzywają - rzekł Rico wchodząc mi do pokoju.
- Kto ? - zapytałam zdziwiona.
- Goniec króla.
Otworzyłam szeroko oczy. W moich myślach pojawił się scenariusz, że ich konie zostały źle podkute.
Po sekundzie dotarło do mnie, że muszę iść.
Goniec zaprowadził mnie przed drzwi sali tronowej gdzie stali już inni wybrani.
Oby tam nie było Nicolasa... proosze. - odezwała się moja podświadomość.
Gdy drzwi zostały szeroko otwarte zobaczyłam Nicolasa z szerokim uśmiechem na twarzy.
To było zaplanowane !
Książe podszedł do mnie i rzekł:
- Czyli jednak spotykamy się szybciej niż planowałem - bardzo śmieszne...
- Książę planował ? - zapytałam grzecznie.
- Mów do mnie Nicolas, dobrze ? I tak już wystarczająco dużo osób zwraca się do mnie Panie, albo Książę - gdy to usłyszałam lekko się zdziwiłam, że chce abym mówiła do niego po imieniu.
Po chwili zastanowienia poprawiłam się.
- Planowałeś to ? - spytałam marszcząc brwi.
- Możliwe - odpowiedział wywracając oczami.
- Bardzo zabawne, serio - udałam lekko obrazoną.
Po chwili ciszy usłyszałam głos króla.
- Zostaliście wezwani, gdyż jesteście specjalistami od koni. Udamy się do szlachetnej rodziny, która hoduje jedne z najlepszych koni w całym królestwie.
Ja wszystko rozumiem... weterynarz i hodowca. Zgadza się są specjalistami ale po jaką cholere im kowal ?! Jeszcze na dodatek dziewczyna.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego akurat ja zostałam tutaj wezwana, a nie ktoś inny ? - zapytałam Nicolasa.
< Nicolas ? ... Brak weny tak jakoś ;-; >
Od Catherine Cd. Michael
Od Michaela Cd. Catherine
- Nie wiem czy powinienem... - mruknąłem.
- Przecież uratowałeś mi życie. Muszę się jakoś odwdzięczyć. - uśmiechnęła się. Skinąłem głową na znak zgody. Przez chwilę szliśmy korytarzem, aż wyszliśmy do ogrodu. Było ciemno, ale blask księżyca oświetlał pałac. Na niebie roiło się od gwiazd. Wpatrywałem się w nie jak zahipnotyzowany.
- Masz na imię Michael, prawda? - spytała, wyrywając mnie tym samym z zamysły.
- Tak księżniczko. - odparłem.
- Możesz mówić mi Catherine. - powiedziała, spojrzałem na nią ciepłym wzrokiem. Nagle usłyszałem szelest dochodzący z krzewu róż, wyjąłem miecz. Z zarośli wychylił się kolejny wilk, już miałem go zaatakować, jednak dziewczyna stanęła między mną a zwierzęciem.
- Stój! On nie zrobi nam krzywdy, to mój przyjaciel. - powiedziała z błagalnym wzrokiem.
- Ale... To wilk! - zawahałem się. Drapieżnik ostrożnie podszedł do Cath, a ona go pogłaskała.
- Ma na imię Pesso. - dodała i gestem dłoni zachęciła mnie abym podszedł. Wilk patrzył na mnie nieufnie, wychyliłem do niego rękę, ale ten odsuną się z niechęcią. W tedy przypomniało mi się że w domu czeka na mnie matka i rodzeństwo.
- Przepraszam, ale muszę już wracał. - powiedziałem stanowczym tonem, jednak mój głos lekko zmiękł kiedy księżniczka nagle posmutniała.
<Catherine?>