niedziela, 15 maja 2016

Od Michaela Cd. Catherine

Catherine patrzyła w dół na swoje nogi, tak jak by bała się że zrobi jakiś błędny krok. Czułem na sobie wzrok każdego z gości, a zwłaszcza księcia który wbijał we mnie swe zimne, wściekłe spojrzenie. Dopiero później dostrzegłem Amelię która tak że spoglądała na mnie chłodno. Piosenka się skończyła, a Cath lekko odsunęła się ode mnie. Uśmiechnąłem się ciepło, a dziewczyna to odwzajemniła. Wróciłem na swoje stanowisko i patrzyłem jak Catherine tańczy z bogato ubranym, wysokim brunetem. W końcu bal dobiegł końca, król Walii wraz ze swoją rodziną opuścili sale, a kilka minut później była zupełnie pusta. Kręciły się tylko pokojówki, które sprzątały po całej uroczystości.
- Wyszedłem z sali i zobaczyłem Cath żegnającą się z Amelią. Szybko schowałem się za rogiem, w obawie że księżniczka Walii mnie zobaczy. W końcu usłyszałem oddalające się kroki.
- Nie bój się, już poszła. - powiedziała Catherine. Wychyliłem się zza ściany, a ona stała ze skrzyżowanymi na piersi rękami.
- Całe szczęście. - odetchnąłem. Dziewczyna zachichotała.
- Cath, dlaczego twój brat zabrania ci wychodzić z zamku. - spytałem, westchnęła ciężko.
- On jest... Stanowczo za bardzo opiekuńczy. -mruknęła z lekkim za wahaniem.
- Chciała byś razem ze mną wyjść z pałacu. Zwiedzilibyśmy miasto, a rano wróciła byś do pokoju. Nikt by nie zauważył. - powiedziałem.

<Catherine?>

Od Catherine Cd. Michael

Posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Rodziny się nie wybiera - wzruszyłam tylko ramionami. 
Zaśmiałam się cicho widząc jak Michael próbuje zignorować natarczywe spojrzenie Amelii. Chyba nie wywarła na nim dobrego wrażenia. Podczas naszej krótkiej rozmowy zdążyłam zrozumieć, iż jest dość... nachalna. Ale jest również bardzo zabawna i empatyczna.
- Wcale nie jest taka zła - szturchnęłam go prawie niedostrzegalnie łokciem.
- Mhmm... - brunet wzniósł oczy ku niebu i wymamrotał coś jeszcze.
Złożyłam ręce w koszyczek patrząc na króla i królową tańczących na parkiecie. Prezentowali się naprawde wspaniałe. Mój ojciec - wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, oraz moja matka, drobna istota, która wygląda jakby miała się zaraz rozpaść w ramionach swojego męża.
Z zamyślenia wyrwał mnie nagły głos obok mnie.
- Zatańczysz ze mną? - Michael wyciągnął rękę w moją stronę. Uśmiechnęłam się szeroko i położyłam swoją dłoń na jego, a następnie razem poszliśmy na środek sali. Brunet objął mnie w talii, a po chwili rozpoczął się nowy utwór. 
Kątem oka zauważyłam dociekliwe spojrzenie mojego brata i całej reszty sali, jednak zignorowałem to i skoncentrowałam się na ruchach, aby przypadkiem się nie przewrócić.

< Michael? >

Od Michaela Cd. Catherine

Stałem przy ścianie i obserwowałem gości. Szukałem wzrokiem księżniczki Catherine i w końcu dostrzegłem ją na samym środku tańczącą ze swoim bratem. Jej usta były wykrzywione z niechęci i smutku, za to od księcia aż tryskało szczęściem i energią. Poczułem że ktoś złapał mnie za ramię, szybko odwróciłem się i zobaczyłem rudowłosą dziewczynę.
- Cześć, jestem Amelia a ty? - powiedziała przesłodzonym głosem.
- Michael. - odparłem, po czym spojrzałem na Catherine, która nadal tańczyła z Nicholasem. Popatrzyła na mnie zdesperowanym wzrokiem, a ja uśmiechnąłem się pociesznie.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - warknęła dziewczyna. Zupełnie zapomniałem że tu była.
- ...A tak. - mruknąłem. Nieznajoma patrzyła na mnie ze złością. Ulżyło mi kiedy podszedł do nas jakiś wysoki blondyn i poprosił ją do tańca. Odetchnąłem głęboko po czym znowu szukałem wzrokiem Cath, jednak nie był już ze swoim bratem, który tańczył z jakąś dziewczyną. 
- Jak rozmowa z księżniczką Amelią? - usłyszałem. Tuż obok mnie pojawiła się Catherine.
- Ta upierdliwa małolata jest księżniczką?! - odparłem zdziwiony. Dziewczyna zaśmiała się.
- Tak i chyba wpadłeś jej w oko. - zachichotała wskazując na rudowłosą która tańczyła z jakimś chłopakiem, ale nadal wbijała we mnie wzrok. Głośno przełknąłem ślinę. 
- A jak twój partner. - odparłem z uśmiechem, a nasz wzrok powędrował na księcia Nicholasa.

<Catherine?>

sobota, 14 maja 2016

Od Nastii CD Nicolasa

Jak dobrze, że mieszkam blisko posesji króla. Pobiegłam się szybko przebrać, bo w końcu skończyłam pracę.
Związując koński ogon usłyszałam jak ktoś wypowiada moje imię.
- Nastia, chyba Cię wzywają - rzekł Rico wchodząc mi do pokoju.
- Kto ? - zapytałam zdziwiona.
- Goniec króla.
Otworzyłam szeroko oczy. W moich myślach pojawił się scenariusz, że ich konie zostały źle podkute.
Po sekundzie dotarło do mnie, że muszę iść.
Goniec zaprowadził mnie przed drzwi sali tronowej gdzie stali już inni wybrani.
Oby tam nie było Nicolasa... proosze. - odezwała się moja podświadomość.
Gdy drzwi zostały szeroko otwarte zobaczyłam Nicolasa z szerokim uśmiechem na twarzy.
To było zaplanowane !
Książe podszedł do mnie i rzekł:
- Czyli jednak spotykamy się szybciej niż planowałem - bardzo śmieszne...
- Książę planował ? - zapytałam grzecznie.
- Mów do mnie Nicolas, dobrze ? I tak już wystarczająco dużo osób zwraca się do mnie Panie, albo Książę - gdy to usłyszałam lekko się zdziwiłam, że chce abym mówiła do niego po imieniu.
Po chwili zastanowienia poprawiłam się.
- Planowałeś to ? - spytałam marszcząc brwi.
- Możliwe - odpowiedział wywracając oczami.
- Bardzo zabawne, serio - udałam lekko obrazoną.
Po chwili ciszy usłyszałam głos króla.
- Zostaliście wezwani, gdyż jesteście specjalistami od koni. Udamy się do szlachetnej rodziny, która hoduje jedne z najlepszych koni w całym królestwie.
Ja wszystko rozumiem... weterynarz i hodowca. Zgadza się są specjalistami ale po jaką cholere im kowal ?! Jeszcze na dodatek dziewczyna.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego akurat ja zostałam tutaj wezwana, a nie ktoś inny ? - zapytałam Nicolasa.

< Nicolas ? ... Brak weny tak jakoś ;-; >

Od Catherine Cd. Michael

Spóściłam wzrok. No tak, przecież on też ma rodzinę.
- Oczywiście - powiedziałam cicho - Dziękuje za spędzony czas - wyminęłam mężczyznę i wróciłam do zamku. W drodze towarzyszył mi Pesso, za co byłam mu bardzo wdzięczna, gdyż nienawidzę zostawać sama.
Przeszłam przez ogromne korytarze, w końcu docierając do swojego pokoju. Weszłam do środka. 
Moje pokojówki przygotowały mnie do snu, a następnie wyszły życząc dobrej nocy. Uśmiechnęłam się tylko i położyłam do łóżka ściśle otulając kołdrą.
Następnego dnia obudziłam się z samego rana, ponieważ dziś odwiedzić nas mieli przedstawiciele kraju północy - Walii. Przygotowania do tego dnia trwały od tygodni, ale na szczęście wszystko było już gotowe i mogliśmy tylko czekać.
Równo o dwudziestej wyszłam z pokoju kierując się do Sali Balowej, w której mieliśmy przyjąć gości. 
Kiedy przekroczyłam próg pierwsze co mogło zachwycić zapach - w powietrzu unosił się delikatny aromat lawendy. W oczy następnie rzucił się wystrój. Zgodnie z Północną tradycją sala musiała zostać udekorowana na złoto i fioletowo, co w ich kulturze oznaczało bogactwo i uczciwość. Ubrała w ciemnofioletową suknię ze złotymi wzorkami oczekiwałam na przybycie gości. 
Stanęłam na środku sali, a tuż obok mnie mój ojciec, matka i Nicolas.
Po chwili drzwi otworzyły się i z szerokim uśmiechem na ustach do sali weszła rodzina królewska Walii.
Podeszli do nas i przywitali się komplementując wystrój. Podeszła do mnie wysoka, rudowłosa dziewczyna. Dowedziałam się, iż nazywa się Amelia i jest jedną z córek naszych gości. Była bardzo sympatyczna i chciałam porozmawiać z nią trochę dłużej, jednak poczułam jak ktoś obejmuje mnie w talii i ciągnie na parkiet. 
Zatrzymaliśmy się dopiero na środku sali, a ja mogłam przyjrzeć się mojemu porywaczowi. Naprawdę, Nicolas?
Pokręciłam głową z dezaprobatą i rozejrzałam się po sali. Przy jednej ze ścian ujrzałam Michaela bacznie pełniącego swoją słóżbę. Uśmiechnęłam się widząc to. Nasz kraj potrzebuje więcej ludzi, tak przykładających się do swojej pracy.

< Michael? >

Od Michaela Cd. Catherine

Kiedy zaproponowała mi spacer w mojej głowie pojawiło się pełno za i przeciw. 
- Nie wiem czy powinienem... - mruknąłem. 
- Przecież uratowałeś mi życie. Muszę się jakoś odwdzięczyć. - uśmiechnęła się. Skinąłem głową na znak zgody. Przez chwilę szliśmy korytarzem, aż wyszliśmy do ogrodu. Było ciemno, ale blask księżyca oświetlał pałac. Na niebie roiło się od gwiazd. Wpatrywałem się w nie jak zahipnotyzowany.
- Masz na imię Michael, prawda? - spytała, wyrywając mnie tym samym z zamysły.
- Tak księżniczko. - odparłem.
- Możesz mówić mi Catherine. - powiedziała, spojrzałem na nią ciepłym wzrokiem. Nagle usłyszałem szelest dochodzący z krzewu róż, wyjąłem miecz. Z zarośli wychylił się kolejny wilk, już miałem go zaatakować, jednak dziewczyna stanęła między mną a zwierzęciem.
- Stój! On nie zrobi nam krzywdy, to mój przyjaciel. - powiedziała z błagalnym wzrokiem. 
- Ale... To wilk! - zawahałem się. Drapieżnik ostrożnie podszedł do Cath, a ona go pogłaskała. 
- Ma na imię Pesso. - dodała i gestem dłoni zachęciła mnie abym podszedł. Wilk patrzył na mnie nieufnie, wychyliłem do niego rękę, ale ten odsuną się z niechęcią. W tedy przypomniało mi się że w domu czeka na mnie matka i rodzeństwo. 
- Przepraszam, ale muszę już wracał. - powiedziałem stanowczym tonem, jednak mój głos lekko zmiękł kiedy księżniczka nagle posmutniała.

<Catherine?>

Od Catherine Cd. Michael

Patrzyłam się nieobecnym wzrokiem na plecy odchodzącego strażnika. Kiedy drzwi się zamknęły, a wszyscy prócz mojego brata opuścili pokój, Nicolas złapał moją rękę dokładnie lustrując mnie wzrokiem.
- Nic ci się nie stało? - spytał siadając na krześle obok łóżka.
- Wszystko ze mną dobrze - powiedziałam twardo, a następnie przeniosłam wzrok na okno. Wydałam z siebie zmęczone westchnienie, kiedy chłopak zaczął opowiadać mi o aktualnym stanie państwa. Nicolas przejmie niedługo władze, więc uznał, że będzie opowiadać mi o każdym, nawet najmniejszym, szczególe dotyczącym kraju. Wywróciłam dyskretnie oczami, tak, aby nie zauważył. W zasadach królestwa każda zniewaga rodziny królewskiej była karalna. Ja akurat zazwyczaj dostawałam tylko pouczenie, choć i tak prawie zawsze odnosiłam się z szacunkiem do każdego obywatela.
Po kilku godzinach wypisali mnie ze skrzydła szpitalnego i mogłam wrócić do pokoju.
Przechadzając się ogromnymi korytarzami ujrzałam w oddali ciemną sylwetkę zbliżającą się w moją stroną. Moje ciało przeszedł zimny dreszcz, do chwili, kiedy promień bladego światła doszedł również do nieznajomego. Był to brunet, na którego dość często wpadam.
- Księżniczko - skłonił się delikatnie.
Uśmiechnęłam się machając ręką, aby się podniósł.
- Ne trzeba - odparłam i podeszłam bliżej - Nie zdążyłam się przedstrawić. Catherine Willow. Chciałam jeszcze raz serdecznie podziękować za godziwe wypełnienie swojej służby. Czy zgodziłbyś się wybrać ze mną na spacer w podziękowaniu? 

< Michael? >