niedziela, 15 maja 2016

Od Michaela Cd. Catherine

Catherine patrzyła w dół na swoje nogi, tak jak by bała się że zrobi jakiś błędny krok. Czułem na sobie wzrok każdego z gości, a zwłaszcza księcia który wbijał we mnie swe zimne, wściekłe spojrzenie. Dopiero później dostrzegłem Amelię która tak że spoglądała na mnie chłodno. Piosenka się skończyła, a Cath lekko odsunęła się ode mnie. Uśmiechnąłem się ciepło, a dziewczyna to odwzajemniła. Wróciłem na swoje stanowisko i patrzyłem jak Catherine tańczy z bogato ubranym, wysokim brunetem. W końcu bal dobiegł końca, król Walii wraz ze swoją rodziną opuścili sale, a kilka minut później była zupełnie pusta. Kręciły się tylko pokojówki, które sprzątały po całej uroczystości.
- Wyszedłem z sali i zobaczyłem Cath żegnającą się z Amelią. Szybko schowałem się za rogiem, w obawie że księżniczka Walii mnie zobaczy. W końcu usłyszałem oddalające się kroki.
- Nie bój się, już poszła. - powiedziała Catherine. Wychyliłem się zza ściany, a ona stała ze skrzyżowanymi na piersi rękami.
- Całe szczęście. - odetchnąłem. Dziewczyna zachichotała.
- Cath, dlaczego twój brat zabrania ci wychodzić z zamku. - spytałem, westchnęła ciężko.
- On jest... Stanowczo za bardzo opiekuńczy. -mruknęła z lekkim za wahaniem.
- Chciała byś razem ze mną wyjść z pałacu. Zwiedzilibyśmy miasto, a rano wróciła byś do pokoju. Nikt by nie zauważył. - powiedziałem.

<Catherine?>

Od Catherine Cd. Michael

Posłałam mu mordercze spojrzenie.
- Rodziny się nie wybiera - wzruszyłam tylko ramionami. 
Zaśmiałam się cicho widząc jak Michael próbuje zignorować natarczywe spojrzenie Amelii. Chyba nie wywarła na nim dobrego wrażenia. Podczas naszej krótkiej rozmowy zdążyłam zrozumieć, iż jest dość... nachalna. Ale jest również bardzo zabawna i empatyczna.
- Wcale nie jest taka zła - szturchnęłam go prawie niedostrzegalnie łokciem.
- Mhmm... - brunet wzniósł oczy ku niebu i wymamrotał coś jeszcze.
Złożyłam ręce w koszyczek patrząc na króla i królową tańczących na parkiecie. Prezentowali się naprawde wspaniałe. Mój ojciec - wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna, oraz moja matka, drobna istota, która wygląda jakby miała się zaraz rozpaść w ramionach swojego męża.
Z zamyślenia wyrwał mnie nagły głos obok mnie.
- Zatańczysz ze mną? - Michael wyciągnął rękę w moją stronę. Uśmiechnęłam się szeroko i położyłam swoją dłoń na jego, a następnie razem poszliśmy na środek sali. Brunet objął mnie w talii, a po chwili rozpoczął się nowy utwór. 
Kątem oka zauważyłam dociekliwe spojrzenie mojego brata i całej reszty sali, jednak zignorowałem to i skoncentrowałam się na ruchach, aby przypadkiem się nie przewrócić.

< Michael? >

Od Michaela Cd. Catherine

Stałem przy ścianie i obserwowałem gości. Szukałem wzrokiem księżniczki Catherine i w końcu dostrzegłem ją na samym środku tańczącą ze swoim bratem. Jej usta były wykrzywione z niechęci i smutku, za to od księcia aż tryskało szczęściem i energią. Poczułem że ktoś złapał mnie za ramię, szybko odwróciłem się i zobaczyłem rudowłosą dziewczynę.
- Cześć, jestem Amelia a ty? - powiedziała przesłodzonym głosem.
- Michael. - odparłem, po czym spojrzałem na Catherine, która nadal tańczyła z Nicholasem. Popatrzyła na mnie zdesperowanym wzrokiem, a ja uśmiechnąłem się pociesznie.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - warknęła dziewczyna. Zupełnie zapomniałem że tu była.
- ...A tak. - mruknąłem. Nieznajoma patrzyła na mnie ze złością. Ulżyło mi kiedy podszedł do nas jakiś wysoki blondyn i poprosił ją do tańca. Odetchnąłem głęboko po czym znowu szukałem wzrokiem Cath, jednak nie był już ze swoim bratem, który tańczył z jakąś dziewczyną. 
- Jak rozmowa z księżniczką Amelią? - usłyszałem. Tuż obok mnie pojawiła się Catherine.
- Ta upierdliwa małolata jest księżniczką?! - odparłem zdziwiony. Dziewczyna zaśmiała się.
- Tak i chyba wpadłeś jej w oko. - zachichotała wskazując na rudowłosą która tańczyła z jakimś chłopakiem, ale nadal wbijała we mnie wzrok. Głośno przełknąłem ślinę. 
- A jak twój partner. - odparłem z uśmiechem, a nasz wzrok powędrował na księcia Nicholasa.

<Catherine?>

sobota, 14 maja 2016

Od Nastii CD Nicolasa

Jak dobrze, że mieszkam blisko posesji króla. Pobiegłam się szybko przebrać, bo w końcu skończyłam pracę.
Związując koński ogon usłyszałam jak ktoś wypowiada moje imię.
- Nastia, chyba Cię wzywają - rzekł Rico wchodząc mi do pokoju.
- Kto ? - zapytałam zdziwiona.
- Goniec króla.
Otworzyłam szeroko oczy. W moich myślach pojawił się scenariusz, że ich konie zostały źle podkute.
Po sekundzie dotarło do mnie, że muszę iść.
Goniec zaprowadził mnie przed drzwi sali tronowej gdzie stali już inni wybrani.
Oby tam nie było Nicolasa... proosze. - odezwała się moja podświadomość.
Gdy drzwi zostały szeroko otwarte zobaczyłam Nicolasa z szerokim uśmiechem na twarzy.
To było zaplanowane !
Książe podszedł do mnie i rzekł:
- Czyli jednak spotykamy się szybciej niż planowałem - bardzo śmieszne...
- Książę planował ? - zapytałam grzecznie.
- Mów do mnie Nicolas, dobrze ? I tak już wystarczająco dużo osób zwraca się do mnie Panie, albo Książę - gdy to usłyszałam lekko się zdziwiłam, że chce abym mówiła do niego po imieniu.
Po chwili zastanowienia poprawiłam się.
- Planowałeś to ? - spytałam marszcząc brwi.
- Możliwe - odpowiedział wywracając oczami.
- Bardzo zabawne, serio - udałam lekko obrazoną.
Po chwili ciszy usłyszałam głos króla.
- Zostaliście wezwani, gdyż jesteście specjalistami od koni. Udamy się do szlachetnej rodziny, która hoduje jedne z najlepszych koni w całym królestwie.
Ja wszystko rozumiem... weterynarz i hodowca. Zgadza się są specjalistami ale po jaką cholere im kowal ?! Jeszcze na dodatek dziewczyna.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego akurat ja zostałam tutaj wezwana, a nie ktoś inny ? - zapytałam Nicolasa.

< Nicolas ? ... Brak weny tak jakoś ;-; >

Od Catherine Cd. Michael

Spóściłam wzrok. No tak, przecież on też ma rodzinę.
- Oczywiście - powiedziałam cicho - Dziękuje za spędzony czas - wyminęłam mężczyznę i wróciłam do zamku. W drodze towarzyszył mi Pesso, za co byłam mu bardzo wdzięczna, gdyż nienawidzę zostawać sama.
Przeszłam przez ogromne korytarze, w końcu docierając do swojego pokoju. Weszłam do środka. 
Moje pokojówki przygotowały mnie do snu, a następnie wyszły życząc dobrej nocy. Uśmiechnęłam się tylko i położyłam do łóżka ściśle otulając kołdrą.
Następnego dnia obudziłam się z samego rana, ponieważ dziś odwiedzić nas mieli przedstawiciele kraju północy - Walii. Przygotowania do tego dnia trwały od tygodni, ale na szczęście wszystko było już gotowe i mogliśmy tylko czekać.
Równo o dwudziestej wyszłam z pokoju kierując się do Sali Balowej, w której mieliśmy przyjąć gości. 
Kiedy przekroczyłam próg pierwsze co mogło zachwycić zapach - w powietrzu unosił się delikatny aromat lawendy. W oczy następnie rzucił się wystrój. Zgodnie z Północną tradycją sala musiała zostać udekorowana na złoto i fioletowo, co w ich kulturze oznaczało bogactwo i uczciwość. Ubrała w ciemnofioletową suknię ze złotymi wzorkami oczekiwałam na przybycie gości. 
Stanęłam na środku sali, a tuż obok mnie mój ojciec, matka i Nicolas.
Po chwili drzwi otworzyły się i z szerokim uśmiechem na ustach do sali weszła rodzina królewska Walii.
Podeszli do nas i przywitali się komplementując wystrój. Podeszła do mnie wysoka, rudowłosa dziewczyna. Dowedziałam się, iż nazywa się Amelia i jest jedną z córek naszych gości. Była bardzo sympatyczna i chciałam porozmawiać z nią trochę dłużej, jednak poczułam jak ktoś obejmuje mnie w talii i ciągnie na parkiet. 
Zatrzymaliśmy się dopiero na środku sali, a ja mogłam przyjrzeć się mojemu porywaczowi. Naprawdę, Nicolas?
Pokręciłam głową z dezaprobatą i rozejrzałam się po sali. Przy jednej ze ścian ujrzałam Michaela bacznie pełniącego swoją słóżbę. Uśmiechnęłam się widząc to. Nasz kraj potrzebuje więcej ludzi, tak przykładających się do swojej pracy.

< Michael? >

Od Michaela Cd. Catherine

Kiedy zaproponowała mi spacer w mojej głowie pojawiło się pełno za i przeciw. 
- Nie wiem czy powinienem... - mruknąłem. 
- Przecież uratowałeś mi życie. Muszę się jakoś odwdzięczyć. - uśmiechnęła się. Skinąłem głową na znak zgody. Przez chwilę szliśmy korytarzem, aż wyszliśmy do ogrodu. Było ciemno, ale blask księżyca oświetlał pałac. Na niebie roiło się od gwiazd. Wpatrywałem się w nie jak zahipnotyzowany.
- Masz na imię Michael, prawda? - spytała, wyrywając mnie tym samym z zamysły.
- Tak księżniczko. - odparłem.
- Możesz mówić mi Catherine. - powiedziała, spojrzałem na nią ciepłym wzrokiem. Nagle usłyszałem szelest dochodzący z krzewu róż, wyjąłem miecz. Z zarośli wychylił się kolejny wilk, już miałem go zaatakować, jednak dziewczyna stanęła między mną a zwierzęciem.
- Stój! On nie zrobi nam krzywdy, to mój przyjaciel. - powiedziała z błagalnym wzrokiem. 
- Ale... To wilk! - zawahałem się. Drapieżnik ostrożnie podszedł do Cath, a ona go pogłaskała. 
- Ma na imię Pesso. - dodała i gestem dłoni zachęciła mnie abym podszedł. Wilk patrzył na mnie nieufnie, wychyliłem do niego rękę, ale ten odsuną się z niechęcią. W tedy przypomniało mi się że w domu czeka na mnie matka i rodzeństwo. 
- Przepraszam, ale muszę już wracał. - powiedziałem stanowczym tonem, jednak mój głos lekko zmiękł kiedy księżniczka nagle posmutniała.

<Catherine?>

Od Catherine Cd. Michael

Patrzyłam się nieobecnym wzrokiem na plecy odchodzącego strażnika. Kiedy drzwi się zamknęły, a wszyscy prócz mojego brata opuścili pokój, Nicolas złapał moją rękę dokładnie lustrując mnie wzrokiem.
- Nic ci się nie stało? - spytał siadając na krześle obok łóżka.
- Wszystko ze mną dobrze - powiedziałam twardo, a następnie przeniosłam wzrok na okno. Wydałam z siebie zmęczone westchnienie, kiedy chłopak zaczął opowiadać mi o aktualnym stanie państwa. Nicolas przejmie niedługo władze, więc uznał, że będzie opowiadać mi o każdym, nawet najmniejszym, szczególe dotyczącym kraju. Wywróciłam dyskretnie oczami, tak, aby nie zauważył. W zasadach królestwa każda zniewaga rodziny królewskiej była karalna. Ja akurat zazwyczaj dostawałam tylko pouczenie, choć i tak prawie zawsze odnosiłam się z szacunkiem do każdego obywatela.
Po kilku godzinach wypisali mnie ze skrzydła szpitalnego i mogłam wrócić do pokoju.
Przechadzając się ogromnymi korytarzami ujrzałam w oddali ciemną sylwetkę zbliżającą się w moją stroną. Moje ciało przeszedł zimny dreszcz, do chwili, kiedy promień bladego światła doszedł również do nieznajomego. Był to brunet, na którego dość często wpadam.
- Księżniczko - skłonił się delikatnie.
Uśmiechnęłam się machając ręką, aby się podniósł.
- Ne trzeba - odparłam i podeszłam bliżej - Nie zdążyłam się przedstrawić. Catherine Willow. Chciałam jeszcze raz serdecznie podziękować za godziwe wypełnienie swojej służby. Czy zgodziłbyś się wybrać ze mną na spacer w podziękowaniu? 

< Michael? >

Od Michaela Cd. Catherine

Wszedłem do białej komnaty w której leżała dziewczyna, lekko się do niej uśmiechnąłem i usiadłem na krześle obok łóżka. 
- Dziękuje. - wyjąknęła, patrząc na mnie z wdzięcznością.
- To był mój obowiązek. - odparłem. Dziewczyna otworzyła usta lecz zanim zdążyła coś powiedzieć drzwi otworzyły się z wielkim hałasem. Od środka wszedł książę Nicolas w towarzystwie trzech strażników. Szybko wstałem i schyliłem głowę, mężczyzna zwrócił się do leżącej w łóżku dziewczyny.
- Catherine co się stało? - powiedział przerażony, w tedy doszło do mnie że kobieta którą uratowałem to księżniczka Terry. 
- Wszystko dobrze... Wilk chciał mnie zaatakować ale ten strażnik mnie uratował. - wyjaśniła, poczułem jak wzrasta we mnie duma. Książę spojrzał na mnie swym wiecznie zimnym spojrzeniem. 
- Jak masz na imię? - powiedział z grobową miną.
- Michael Anderson, Jaśnie Panie. - odparłem z szacunkiem schylając głowę. 
- Dziękuję za uratowanie mojej siostry, a teraz wracaj na swoje stanowisko. - rozkazał. Bez słowa wyszedłem z pokoju spoglądając na księżniczkę, której wzrok był taki zagubiony i bezbronny. Wróciłem na moje miejsce przy bramie wejściowej. Zapadał już zmrok, nad zamkiem nadal krążyło wielkie smoczysko. Poczułem jego nieczuły wzrok, bardzo przypominający spojrzenie księcia. 
- Twoja zmiana się skończyła. Możesz wracać. - usłyszałem. Obok mnie stał strażnik, który miał się ze mną zmienić.
- No tak... - odparłem cicho i odszedłem. 

<Catherine?>

piątek, 13 maja 2016

Od Catherine Cd. Michael

Usłyszałam przeraźliwy ryk, a kiedy się odwróciłam kilka metrów ode mnie leżał na ziemi ogromny wilk z czerwoną plamą rozciągającą się przez jego brzuch.
Zakryłam usta dłonią próbując zdusić w sobie krzyk. Cofałam się do tyłu do chwili, kiedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
- Wszystko dobrze, Pani? - spytał wysoki, barczysty brunet o szmaragdowych oczach, które wpatrywały się we mnie przenikliwie.
- Ja... - zająknęłam się. Wszystko wokół mnie zaczęło się rozmywać. Mężczyzna zaniepokojony podprowadził mnie do ławki, jednak gdy już miałam siadać przed oczami pojawiły mi się czarne plamy i upadłam tracąc przytomność.

Obudziłam się w jasnym, białym pomieszczeniu. Pomimo zasłoniętych żaluzji, pokój promieniował wręcz światłem i energią, której mi brakowało. Naglę drzwi się otworzyły i do środka wszedł mężczyzna, który uratował mnie przed wilkiem. Przyjrzałam mu się dokładniej. Ubrany był w ciemnozielony strój strażnika, a na jego twarzy widniał kilkudniowy zarost. 
Podniosłam się do pozycji siedzącej i oparłam o ramy łóżka. Brunet usiadł na krześle obok mnie, dzięki czemu mogliśmy w końcu porozmawiać.
- Dziękuje - powiedziałam przerywając ciszę pomiędzy nami.

< Michael? >

Od Katfrin CD Isabel

Miałam zlecenie na niejakiego Toma Werdena, choć podobno nazwisko zmienia co kilka dni więc nie wiem czy jest aktualne. Nie sprawiło mi jednak problemu z tym, że zmienia tożsamość, dali mi zdjęcie i miejsca w którym najczęściej bywa... sprawa załatwiona. Związałam włosy w kitkę i wzięłam bat który już po chwili miał zbić człowieka... ależ będę płakać. Prychnęłam i wsiadłam na konia którego ukradłam, długo u mnie nie zostanie, jednak kary ogier okazał się potrzebny. Po chwili już jechała w stronę miasta, mieszkała w lesie na zadupiu dokładnie zadupiu! Ale nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, mogłam robić co chce i żaden pier*olony strażnik mi nie przeszkodzi. Było ciemno więc nikt idący przez las nie zauważy nas, byłam ubrana na czarno a koń poruszał się szybko i zgrabnie omijając suche gałęzie. Gdy byliśmy już pod gospodą zeszłam z konia a Vijo owinął się wokół mojego ramienia gotowy zaatakować osobę która spojrzy na niego krzywo. Jednak kilka osób już mnie widziało i widziało by nie popatrzeć się na węża który wręcz czeka my kogoś zabić. Mój słodki... Pogłaskałam zwierzę i usiadłam przy ścianie w cieniu na przeciwko drzwi. Wszystko musiałam mieć w zasięgu wzroku, podszedł do mnie chłopak.
-Coś podać? - zapyta a ja zaszczciłam go spojrzeniem.
-Krew, a przepraszam... nie macie zaspokoje się kawą-rzekłam i widziałam, że nerwowo przełyka ślinę. Czemu ludzie tak na mnie reagują? Przecież ja jestem miłą, symaptyczną osobą z umysłem psychicznej dziewczynki... no cóż. Chłopak odszedł a po chwili przyniósł mi napój który wprost uwielbiam. Mój cel wszedł do gospody a ja uśmiechnęłam się, wstałam udając pijaną i szłam w jego kierunku, wiedziałam, że korzysta z każdej dziewczyny a jeszcze jak jest pijana... dla niego to cudo.... no ale każdy ma inny gust. Zauważyłam jak się uśmiecha a ja byłam teraz niewinnym człowiekiem, widziałam jak ludzie którzy już mnie znali uśmiechają się i patrzą z zaciekawieniem. Mężczyzna objął mnie a ja wyjęłam bat który po kilku sekundach nieuwagi był na szyi chłopaka.
-Nigdy mnie nie dotykaj, nie będziesz mieć nawer szansy-syknęłam a ten padł na podłogę. Nie było tu strażników więc mogłam spojnie ominąć ciało i wyjść.

*~*~*~*~

Ku*wa! Kto taki mądry i chodzi o 3-4 w lesie?!?! Wracała do domu kiedy coś na mnie wpadło,spojrzałam na zwierzę, wilk... a może wilkołak? A zresztą...
-Nawet nie przeprosić...-rzekłam kręcąc głową, pogłaskałam węża który owinął się wokół mnie. Wilk spojrzał na Vijo z przerażeniem? Trudno...

Isabel? xD

czwartek, 12 maja 2016

Od Lauren

Biegłam. Biegłam przed siebie. Było dopiero południe, a ja już ominęłam mury zamku, w którym się znajduje. Lepiej dla mnie. Jestem sama wśród drzew. Piękne uczucie. Skakałam właśnie po drzewach, z radością. Jak małe dziecko. "Nie wierzę, ze tyle ominęłam, będąc w tym zamknięciu", pomyślałam, po czym zeskoczyłam na ziemie. Ponownie biegłam, omijając przeszkody, lub nad nimi skacząc. Jak bym się gdzieś śpieszyłam. Zatrzymałam się dopiero przy jakimś jeziorze. Położyłam się na trawie i spojrzałam w niebo. "Piękny dzień". Wstałam i dotknęłam wody. Letnia. Bez namysłu weszłam do niej, w biegu. Od razu przeszły mnie dreszcze. Pierwszy raz czułam coś takiego. W końcu na powierzchni, jestem dopiero z trzy dni. I jest wspaniale! Położyłam się na tafli wody i patrzyłam w niebo. Oddychałam szybko, jednak przez kilka sekund. Potem wszystko było spokojnie. Usłyszałam czyjeś kroki, a potem plusk wody. Szybko się podniosłam. Zobaczyłam jakąś postać, która zaczęła płonąć.
Do moich uszu dochodzi dźwięk budzika. Leżę bez ruchu na łóżku, by potem poduszką zwalić to okropne urządzenbie, które zmuszało mnie do wstania. Budzik ląduje na ścianie, rozwala się, a ja przewracam na drugi bok. Niestety moje łóżko nie jest długie i uderzam głową w ścianę. Jęcze, po czym podnoszę się do siadu.
Gdy jestem już obudzona, a moim śniadaniem stały się zwykłe kanapki, ubieram się w czarne leginsy, białą koszulkę na ramiączkach oraz luźną fioletową bluzkę z białym angielskim napisem. Wychodzę i czuję dosyć zimny chłód powietrza, który przeszywa moje ciało. Idę w stronę stajni, gdyż od siódmej rano mam za zadanie oporządzić kilkanaście koni, na jakieś tam polowanie. Im szybciej się z tym uwinę, tym szybciej odpocznę na sianie i się prześpie.
Wyczyściłam i nakarmiłam już pięć koni, jednego odrobaczyłam, a drugiemu podałam zastrzyk. Na razie to było wszystko, jednak co jakiś czas przychodzili nowi z końmi. 
Niosę wodę w wiadrze, którą wzięłam ze studni. Nagle drzwi do stajni się otwierają, a ja wlewam wodę do picia koniom. Nie odwracam się. Do stajni wchodzi człowiek z koniem. Słyszę jego tupot. 
- To ty jesteś stajenną? - w tym tonie głosu wyczuwam jakby zdziwienie. Coś nie pasuje? Nadal się nie odwracam, gdyż zaczynam sprzątać po koniach,
- Tak - odpowiadam. - Zostaw konia w wolnym boksie, zaraz się nim zajmę - dodaję.

<Ktoś z koniem?>

Od Michaela Cd. Catherine

Pełniłem funkcję strażnika od zaledwie kilku dni, a już zdążyłem znienawidzić tę pracę. Stanie cały dzień przy bramie do zamku było okropnie nudne, ale z drugiej strony zaszczytem było dbać o bezpieczeństwo rodziny królewskiej. Na przeciwko mnie stał mężczyzna, który miał około 30 lat i tak że był strażnikiem. Z tego co wiedziałem już od bardzo dawna tu pracuje i miał pilnować abym dobrze wykonywał swoje obowiązki. Z zamyślenia wyrwało mnie wielkie smoczysko które nagle znalazł się nad zamkiem. Szybko wyciągnąłem kuszę, ale zanim zdążyłem wycelował wyrwał mi ją z ręki strażnik.
- Oszalałeś!? Ten smok chroni naszą księżniczkę Catherine. - powiedział.
- Nie wiedziałem że król Johnatan ma córkę... - odparłem zaskoczony. 
- Masz prawo nie wiedzieć. Książę bojąc się o bezpieczeństwo swojej siostry zabronił jej wychodzić za mury zamku, a ten smok ma jej pilnować. - wtrącił.
- Przecież tak nie wolno! - zaprotestowałem. Jednak mężczyzna tylko z obojętnością wzruszył ramionami. Przez jakiś czas rozmyślałem o tym czego się właśnie dowiedziałem. Kątem oka zobaczyłem wilczy pysk wyłaniający się zza żywopłotu zasadzonego do o koła całego pałacu. Przerażony szybko wyciągnąłem miecz i biegłem za bestią, która zwinnie przedzierała się między krzakami. Wilk był wielki, miał biało-niebieskie futro i gęstą grzywę niczym lew. Po chwili zgubiłem wilka, ale co gorsze znajdywałem się w ogrodzie królewskim. Chciałem szybko wrócić na swoje stanowisko, jednak zobaczyłem przechadzającą się po ogrodzie dziewczynę z długimi, brązowymi włosami i szarymi oczami, która cicho coś śpiewała. Za nią czaił się biały wilk z którym już miałem do czynienia, szybko wyskoczyłem z krzaków i osłoniłem dziewczynę, po czym wyciągnąłem miecz i skierowałem go w stronę drapieżnika.

<Catherine?>

środa, 11 maja 2016

Od Nicolasa Cd. Nastia

Zmierzyłem dziewczynę wzrokiem. Miała na sobie za dużą koszulkę, której koloru rozpoznać się nie dało pod warstwą brudu, oraz czarne spodnie do kostek. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem.
- Nicolas Willow - odparłem i uniosłem jej dłoń, składając na niej delikatny pocałunek.
Dziewczyna spuściła wzrok na swoje buty.
- Przepraszam Cię najmocniej, jednak obowiązki mnie wzywają. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy - posłałem jej ostatnie spojrzenie i szybkim krokiem skierowałem się do sali tronowej, gdzie znalazłem swojego ojca w towarzystwie kilku strażników.
Ojciec wymamrotał coś pod nosem, marszcząc brwi ze zniecierpliwieniem.
- Wreszcie - wzniósł ręce ku niebu i podszedł do mnie. - Wyjeżdżamy za chwilę. Mamy spotkać się z pewną rodziną szlachciców, którzy hodują jedne z najlepszych koni w królestwie. Potrzebujemy kilku specjalistów, więc wysłaliśmy dzisiaj gońców, aby ich sprowadzili - wyjaśnił, a ja przypomniałem sobie brunetkę, na którą wpadłem dzisiaj na korytarzu.
- Jak się nazywają? - spytałem, jednak ojciec odesłał mnie z tym pytaniem do jednego z gońców stojących w kącie sali.
Zaczął wymieniać mi imiona i nazwiska. Niektóre kojarzyłem, a inne tylko czasem obiły mi się o uszy.
- Oraz Nastia Delavega.
Spojrzałem się na niego zdziwiony. Nastia? Tak miała na imię brązowooka.
- Pani Delavega? - powtórzyłem, a on tylko skinął głową i wrócił do swoich obowiązków.
Na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech, kiedy przez drzwi wejściowe, wśród wielu innych osób, pojawiła się Nastia.
Podszedłem do niej i przywitałem się.
- Czyli jednak spotykamy się szybciej niż planowałem - rzekłem cicho, aby nikt nas nie usłyszał.
- Książę planował?
- Mów do mnie Nicolas, dobrze? I tak już wystarczająco dużo osób zwraca się do mnie Panie, albo Książę. - kąciki moich ust uniosły się lekko do góry.
- Dobrze, więc... Planowałeś to? - spytała marszcząc brwi.
- Możliwe - wywróciłem oczami.

< Nastia? >

wtorek, 10 maja 2016

Od Isabel

Usiadłam gwałtownie na moim łóżku cała spocona i rozdygotana. Panicznie rozglądam się po malutkim pokoiku który służy mi jako sypialnie. Mieści się tam jedynie łóżko mała szafka. Od ponad miesiąca nawiedzają mnie dziwne koszmary, które nie dają mi spać. Patrzę na zegarek, który jest na ścianie i wzdycham rozdrażniona. Trzecia dwadzieścia. Godzinę temu wróciłam z nocnego patrolu i co mnie czeka? Nawet porządnie wyspać się nie mogę, a co dopiero mówić o spokojnym jedzeniu. Żołądek mam tak ściśnięty, że nawet królika nie zjem. Schudła i staję się coraz bardziej ociężała. Zwlekam się z łóżka i powoli kieruję się do drzwi wyjściowych. Wiem, że i tak nie zasnę, więc co będę się tu męczyć. Wychodzę nie zamykając za sobą nawet drzwi na klucz. I tak tam nie ma nic cennego. Zmieniam się szybko w wilka i pędzę do lasu. Przedzieram się przez gęste krzaki, aż naglę wpadam w coś lub kogoś i z silnym odrzutem trafiam na pobliskie drzewo. Ból promieniuje po całym moim ciele powodując, że przez moment widzę gwiazdki.

Ktoś ? Ktosiek? Ktosiu ?

niedziela, 8 maja 2016

Od Nastii CD Nicolas

Obudziłam się dzisiaj o czwartej rano. Za wcześnie. Nie lubię o tej wstawać ale trudno. Wstałam leniwie z łóżka i ruszyłam do kuchni uszykować sobie śniadanie. Stwierdziłam, że na szybko zjem jajecznice na bekonie.
Po obfitym posiłku wybiegłam na zewnątrz zrywając Seth'a na nogi.
- Co tak wcześnie ? - zapytał zdziwiony.
- Nie mam co robić, chodź i nie marudź.
Urządziliśmy sobie bieg przez las. No, bo co o piątej rano można robić ?
Do rozpoczęcia pracy mam jeszcze dwie godziny.
Po piętnastu minutach dotarliśmy na wielką łąkę. Położyłam się na trawie i rozmyślałam... a raczej próbowałam rozmyślać.
- Masz zamiar leżeć tak tutaj przez półtorej godziny ?
- Tak.
- Nie rób jaj, nudno będzie. To do ciebie nie podobne !
- Seth połóż się i zrelaksuj.
- Nie, chodź dalej - wilk zaczął mnie bić swoją wielką łapą abym się ruszyła.
- Przestań.
- Nie licz na to złotko - warknął.
- Złotkiem to jesteś ty, ja jestem wcieleniem zła - powiedziałam z głupim uśmiechem i przygwoździłam wilka do podłoża.
- Już nic nie mówie.
- Jak sobie chcesz - wstałam i rozejrzałam się dookoła stwierdzając, że może pójdę wcześniej do pracy i wszystko przygotuje w końcu dziś mam dużo roboty.
Tak jak pomyślałam tak zrobiłam.
Ruszyłam z Sethem do kuźni przez las. W końcu to najkrótsza droga.
Wchodząc tam nie raz kręciłam głową i zastanawiałam się co mnie pchnęło do podjęcia tej pracy.
Stanęłam na chwilę przed piecem i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Miechy, piece, młoty, kowadła... i pełno mieczy oraz gwoździ.
Rozgrzałam piec akurat na godzinę siódmą. Punktualnie ludzie zaczęli przyprowadzać konie do podkucia. W pewnym momencie zjawił się posłaniec króla i powiedział, że jak skończę to mam przybyć a on weźmie konie do stajni. Rzekł również, że mam go poszukać.
Fajnie... po prostu cudownie ! Nie mam co robić tylko latać za jakimś posłańcem. Sam sobie przyjdź ! - miałam ochotę już to wykrzyczeć.
Po skończonej pracy ledwo stałam na nogach ale musiałam się pozbierać i ruszyć na poszukiwania tego człowieka.
Biegałam po całej posesji, już miałam dość. Biegłam nie patrząc pod nogi aż w końcu wpadłam na kogoś. Unosząc wzrok zobaczyłam samego Księcia Terry. No nie, co za wstyd. Momentalnie krew odpłynęła mi z twarzy i prawdopodobnie stałam się blada jak ściana. -  Przepraszam..- powiedziałam cicho.
- Wszystko dobrze ? - usłyszałam jego głos i zauważyłam, że zbliżył się do mnie o krok.
Podniosłam się z podłogi w zaskakująco szybkim tempie po czym odpowiedziałam zmieszana.
- Wszystko dobrze, raczej. Szukam kogoś i... przepraszam jeszcze raz. - nie mogłam się do końca wysłowić. A dodatkowo wyglądałam jak nieszczęście. Koszulka brudna od pracy pewnie tak jak moja twarz. Najgorszy dzień mojego życia !
- Jak cię zwą ? - zapytał książe.
- Ja... em.. Nazywam się Nastia, książę - nie wiedziałam jak odpowiedzieć stanęłam jak wryta a słowa więzły mi w gardle. Czekałam tylko aż on wykona jakiś ruch, gest czy licho wie co.

< Nicolas ? >

Od Nicolasa

Obudziły mnie jasne promienie słońca wdzierające się do pokoju przez odsłonięte zasłonki. Oczywiście nikt nie pomyślał, aby je zasłonić. Bo po co?
- Nico - usłyszałem nad sobą głos siostry, która chyba postanowiła zniszczyć mi mój dzisiejszy dzień. - Obudź się - dziewczyna położyła mi rękę na ramieniu i zaczęła mną delikatnie potrząsać.
- Zostaw mnie - wtuliłem się jeszcze mocniej w poduszkę. Czy chociaż raz nie mogli mi dać pospać do południa?
Cathy podniosła się z głośnym westchnieniem przesiąkniętym na wskroś dezaprobatą .
- Posłuchaj mnie. Razem z ojcem jedziesz dzisiaj na spotkanie z jakąś rodziną, aby uzgodnić warunki czegoś tam. Musisz tam być czy tego chcesz czy nie. - oznajmiła i wyszła z pomieszczenia trzaskając drzwiami.
Kochana siostrzyczka. Zawsze potrafi wyczuć odpowiedni moment, żeby się obrazić.
Odrzuciłem kołdrę na bok rozglądając się po pokoju. Sypialnia moja, choć wręcz ogromna, zapełniona była różnego rodzaju dekoracjami wypełniającymi pustą przestrzeń. Duże, wygodne łóżko stało pod ścianą, naprzeciwko drzwi, a po jego bokach umieszczone były czarne etażerki. Tak naprawdę była to najważniejsza rzecz w moim pokoju. Znajdowało się w nim również biurko, dość duża szafa i kilka niepotrzebnych do życia rzeczy.
Wszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic, a następnie wysuszyłem włosy i wróciłem do pomieszczenia w celu ubrania się w coś normalnego.
Założyłem na siebie białą koszulę oraz bordowe spodnie i marynarkę w tym samym kolorze. Ubranie to, pomimo, iż wyglądało elegancko, było naprawdę niezwykle wygodne.
A to akurat dzisiaj mi się przyda.
Gotowy wynurzyłem się ze swojej komnaty. Korytarze zapełnione były przez strażników zapewne oczekujących, aż w końcu stanie się coś na co warto zwrócić uwagę.
Szybkim krokiem skierowałem się w stronę Sali Obrad, kiedy naglę wpadłem na drobną dziewczynę, która na mój widok skuliła się mamrocząc pod nosem ciche Przepraszam. Jakiś gwardzista szarpnął jej ramie rzucając gniewne spojrzenie. Położyłem mu dłoń na ramieniu odprawiając i tłumacząc, że nic się nie stało.
Uśmiechnąłem się do dziewczyny, która wyglądała, jakby miała zaraz wyzionąć ducha. Momentalnie zbladła, kiedy spostrzegła, iż się na nią patrzę.
- Wszystko dobrze? - spytałem zbliżając się o krok do nieznajomej.

< Ktoś? >

sobota, 7 maja 2016

Witam!

Witam wszystkich na oficjalnym otwarciu Królestwa Terry !
Mam nadzieje, że będziecie się tu przefantastycznie bawić razem z innymi członkami :>
Catherine