Usiadłam gwałtownie na moim łóżku cała spocona i rozdygotana. Panicznie rozglądam się po malutkim pokoiku który służy mi jako sypialnie. Mieści się tam jedynie łóżko mała szafka. Od ponad miesiąca nawiedzają mnie dziwne koszmary, które nie dają mi spać. Patrzę na zegarek, który jest na ścianie i wzdycham rozdrażniona. Trzecia dwadzieścia. Godzinę temu wróciłam z nocnego patrolu i co mnie czeka? Nawet porządnie wyspać się nie mogę, a co dopiero mówić o spokojnym jedzeniu. Żołądek mam tak ściśnięty, że nawet królika nie zjem. Schudła i staję się coraz bardziej ociężała. Zwlekam się z łóżka i powoli kieruję się do drzwi wyjściowych. Wiem, że i tak nie zasnę, więc co będę się tu męczyć. Wychodzę nie zamykając za sobą nawet drzwi na klucz. I tak tam nie ma nic cennego. Zmieniam się szybko w wilka i pędzę do lasu. Przedzieram się przez gęste krzaki, aż naglę wpadam w coś lub kogoś i z silnym odrzutem trafiam na pobliskie drzewo. Ból promieniuje po całym moim ciele powodując, że przez moment widzę gwiazdki.
Ktoś ? Ktosiek? Ktosiu ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz