Kiedy zaproponowała mi spacer w mojej głowie pojawiło się pełno za i przeciw.
- Nie wiem czy powinienem... - mruknąłem.
- Przecież uratowałeś mi życie. Muszę się jakoś odwdzięczyć. - uśmiechnęła się. Skinąłem głową na znak zgody. Przez chwilę szliśmy korytarzem, aż wyszliśmy do ogrodu. Było ciemno, ale blask księżyca oświetlał pałac. Na niebie roiło się od gwiazd. Wpatrywałem się w nie jak zahipnotyzowany.
- Masz na imię Michael, prawda? - spytała, wyrywając mnie tym samym z zamysły.
- Tak księżniczko. - odparłem.
- Możesz mówić mi Catherine. - powiedziała, spojrzałem na nią ciepłym wzrokiem. Nagle usłyszałem szelest dochodzący z krzewu róż, wyjąłem miecz. Z zarośli wychylił się kolejny wilk, już miałem go zaatakować, jednak dziewczyna stanęła między mną a zwierzęciem.
- Stój! On nie zrobi nam krzywdy, to mój przyjaciel. - powiedziała z błagalnym wzrokiem.
- Ale... To wilk! - zawahałem się. Drapieżnik ostrożnie podszedł do Cath, a ona go pogłaskała.
- Ma na imię Pesso. - dodała i gestem dłoni zachęciła mnie abym podszedł. Wilk patrzył na mnie nieufnie, wychyliłem do niego rękę, ale ten odsuną się z niechęcią. W tedy przypomniało mi się że w domu czeka na mnie matka i rodzeństwo.
- Przepraszam, ale muszę już wracał. - powiedziałem stanowczym tonem, jednak mój głos lekko zmiękł kiedy księżniczka nagle posmutniała.
<Catherine?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz